Wszystkie wpisy, których autorem jest Lilynette

Szczęśliwa na zewnątrz, pusta w środku. Piszę, co czuję i myślę. Piszę o tym co mnie gnębi, co było i co jest. Mam tylko nadzieję, że nikogo tym nie dobiję...

I co tu ze sobą zrobić ?

Wróciłam ze szkoły prawie, że wieczorem i od razu zabrałam się za lekcje. W tym roku muszę sobie lepiej radzić. Skończyłam też z wagarami; te wszystkie sprawdziany i tak trzeba było napisać, a ja i tak się na nie nie uczyłam… Poza tym teraz za 100% frekwencji w danym miesiącu można dostać pochwałę, którą muszę zdobyć, bo nie wiem za co jeszcze mogłabym zaplusować w zachowaniu xd…

Jeszcze do niedawna całymi dniami przesiadywałam przed kompem siedząc bezczynnie na fejsie, czy innych gównach tracąc tylko bezcenny czas, bo rzadko kiedy ktoś do mnie pisał, a ja raczej nie zaczynam rozmowy, bo nie chcę się narzucać…

Ale z tym koniec, zamierzam wziąść się za siebie. Mówię sobie teraz w myślach „Nudzi ci się ? To się poucz na jutro”. A jeśli akurat nie będę miała nauki to będę robić coś ambitniejszego, niż gapienie się w ekran; poczytam dobrą książkę, porysuję albo się z kimś spotkam ^^.

Próbuję to robić od początku roku szkolnego i na razie jest dobrze, ale czy mi się uda ;c ? Już nie pierwszy raz dobrze zaczynam, ale potem zawsze się psuje.. tracę motywację albo ogarnia mnie lenistwo…

Muszę też zmienić parę rzeczy w swoim wyglądzie, bo do obecnego mam mieszane uczucia ;/. Przede wszystkim więcej kolczyków, bo kiedy zrobiłam sobie trzy wszyscy stwierdzili, że dodało mi charakteru. Muszę też wreszcie zmierzyć się z najgorszymi prawdami – wejść na wagę i zmierzyć wzrost, bo coś myślę, że wcale ostatnio nie schudłam, ani wcale nie mam metra siedemdziesiąt… Czytam teraz trochę blogów pro-ana, część mnie też myśli o czymś takim, a część jest przerażona tym, co czyta…

Najchętniej rzuciłabym to wszystko w cholerę; zamknęła się w pokoju z paczką chipsów i włączyła muzykę albo siedziała przed kompem, ale tak już po prostu nie może być. Myślę też nieco o Złodzieju Serc i o tym jaką mnie znał. Byłam leniwą sierotą, która nie umiała samej siebie ogarnąć i czas wreszcie to sobie powiedzieć. Teraz się zmieniam, we wszystkim będę lepsza niż on.

Wspomnienia jesiennym wiecozrem

Często tak mam, zdecydowanie za często. Leżę sobie zamiast się czymś zająć, skupić myśli na czymś pogodniejszym i rozmyślam. Rozkminam sobie, jak było kiedyś, a gdy przypomnę sobie pewne chwile, czuję jakby to było wczoraj, albo nawet ledwie parę sekund temu…

W jednej z wielu szkół, do których chodziłam spotkałam Złodzieja Serc. Był moim przyjacielem i sprawił, że potem nie mogłam się już w nikim zakochać… Zabawny, inteligentny, niczego nie traktował poważnie, mnie, jak się później dowiedziałam też. Szkoda tylko, że zauważyłam to, jak już było po wszystkim.

Był pierwszą i jak dotąd jedyną osobą, w której się zakochałam. Znał się z wieloma dziewczynami, ale mimo to byłam pewna, że on też coś do mnie czuje, raz nawet mi to wyznał i do teraz pamiętam jakie szczęście wtedy poczułam… Żeby zaraz potem spaść z powrotem na Ziemię… Ledwie parę godzin później stwierdził, że nie, że chce być sam, a nie ze mną, ale nadal możemy być przyjaciółmi. Strasznie się z nim wtedy pokłóciłam i nadal tego żałuję. Tej przyjaźni nie dało się już uratować choć jeszcze przez długi czas próbowaliśmy.

Wcale nie chciał być sam. Nie minęło kilka dni i zaczął chodzić z Księżniczką. Księżniczka była piękną dziewczyną, ładniejszą ode mnie w każdym calu. Do tego miała lepsze oceny i była bardziej utalentowana. Nie mogłam się z nią równać. Po prostu ignorowałam to wszystko, omijałam ich bez słowa, gdy stali razem na korytarzu. Udawałam, że mam to wszystko gdzieś, że wcale nie jest mi przykro. Nie chciałam, żeby miał satysfakcję…

Ale po kilku tygodniach nadszedł wybuch i wyszło na jaw, jaka jestem beznadziejnie słaba…

Zaspałam nieco do szkoły i przyszyłam na drugą lekcję. Akurat się przebierałam, gdy Księżniczka weszła do szatni. Nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem, zacisnęłam tylko wargi i ruszyłam pod klasę. Gdy tylko ona też się tam zjawiła i usiadła na ławce w bezpiecznej odległości wyjęłam podręcznik do czegoś-tam udając, że się uczę. Ona chyba jednak wyczuła, że coś jest nie tak, bo przysunęła się bliżej.

-Lilynette – zaczęła – Musimy pogadać, chyba wiesz o czym.

Co ty, pojęcia nie mam, Wasza Piękność… Nic nie odpowiedziałam intensywnie gapiąc się w książkę, Księżniczka jednak nie dała za wygraną…

-Słuchaj naprawdę mi przykro… -zaczęła bredzić bez sensu, już nie pamiętam dokładnie co tam mówiła, ale było mniej-więcej tak :

-Tak mi przykro, Lilynette… Ja nie wiedziałam. Ale my. Ja i Złodziej Serc. My od jakiegoś czasu. Ale naprawdę mi przykro. My tak jakby. Przykro mi. Ze sobą chodzimy.

Spojrzałam na nią uśmiechając się ze zmęczeniem. Przecież wiedziałam. Widziałam ich już tyle razy… ale mimo to zabolało.

-Nie no, spoko, mną się nie przejmuj, to nic takiego, nie wiedziałaś – odpowiadam coś w tym stylu.

Księżniczka zacisnęła swoje śliczne dłonie na stylowej spódniczce. Chyba jej wtedy nie przekonałam…

-Ale wiesz, chyba z nim zerwę – stwierdza patrząc na mnie – nie jest…

-Nie, no, Księżniczko, nie musisz… Wcale mi na nim aż tak nie zależało – poczułam jak głos mi się łamie.

Czuję na sobie jej spojrzenie, a mimo to łudzę się, że wcale na mnie nie patrzy. Mam nadzieję, że wpatruje się w podłogę, zegar na ścianie, szkolny korytarz… mam nadzieję, że nie widzi łez, które nie wiadomo skąd nagle stanęły mi w oczach…

Nigdy więcej nie będę płakać przy ludziach.

Jedno ciało – X umysłów

Strasznie dziś u mnie pada, zanim dobiegłam na przystanek już zdążyłam zmoknąć… Taa, lubię deszcz dopóki na mnie nie pada xp…

Dziś przyszłam trochę wcześniej do szkoły i spotkałam po drodze paru ludzi ode mnie i z klasy równoległej. Oczywiście były powitalne formalności: cześć-cześć, uścisk, buziaczek w policzek… niezbyt przepadam za takimi rzeczami, zwłaszcza, że choć lubię swoją klasę to nie czuję, że znam ich na tyle dobrze, żeby wymieniać te wszystkie czułości. Ale cóż, tak to już bywa, że trzeba się dostosować…

No i szliśmy sobie powoli do szkoły, ludzie gadali ze sobą i śmiali się. Mnie chyba to trochę przytłoczyło, bo tylko uśmiechałam się, gdy coś mnie rozbawiło… Parę razy miałam w myślach jakieś słowa, chciałam włączyć się do rozmowy, ale coś mnie powstrzymało…

I tu jest jeden z moich największych problemów. Zawsze wyglądam dosyć podobnie – prosta fryzura, jakieś dopasowane ubrania i plecak. Ale w środku czuję jakby żyło kilka mnie, jakbym miała parę charakterów i nigdy nie umiała używać ich w odpowiednim momencie.

Najgorsza jest Nieśmiała – taka też byłam dziś w drodze do szkoły. Cicha, zamknięta w sobie ze wzrokiem wpatrzonym w glebę. Do tego kompleksy, kompleksy, kompleksy i ogólne uczucie, że coś jest z mną nie tak. Nie cierpię takiej siebie, ale niestety ten charakter jest we mnie głęboko zakorzeniony i chyba nigdy nie uda mi się go całkowicie wytępić…

Złośliwa Inteligentka – średnio przepadam za taką sobą – raz ją podziwiam, a raz nie znoszę. Ale często jest moją jedyną formą obrony na złośliwe zaczepki… Jest sarkastyczna, śmieje się ze słabszych i gdy inni im dokuczają robi to samo, rzadko nie zgadza się z opinią grupy. Szkoda, że nie jestem sprawna fizycznie, może pobicie kogoś byłoby łatwiejsze niż ranić go słowami ?

Empatyczna – kontra na Inteligentkę. Pojawia się zazwyczaj tylko, gdy jestem z bliską osobą albo kimś, komu współczuję(rzadko, bo rzadko, ale się zdarza ;p). Jest skora do poświęceń, troski nad innymi i szczerej rozmowy. Zdecydowanie mam jej za mało…

Urocza – jedyny typ, który objawia się też wyglądem. Pastelowe ciuchy zamiast czarnych, lekki, niewinny uśmiech. Osobowościowo ? Usilne udawanie perfekcyjnej, słodkiej i unikanie najmniejszych złośliwych uwag. Choć często mimo zmiany stylu charakter zostaje ten sam, co ie umyka uwadze innych. Kiedyś nawet usłyszałam (na szczęście od przyjaciółki i nie w złośliwym sensie), że słowo „urocze” dziwnie brzmi, gdy je wypowiadam…

Chciałabym umieć używać swoich cech w odpowiednich momentach, ale to trudniejsze niż próbuję sobie wmówić… Chcę zmienić ogólnie wygląd bloga, bo ten jest zbyt nijaki, ale to dopiero jak odrobię lekcje. W poprzednich szkołach zawsze miałam zaległości i nie uczyłam się na bieżąco, ale teraz bardzo się staram już od początku roku.

Heh, właśnie przestało padać xd… Łapcie jeszcze piosenkę: 

 

Słowem wstępu

Świat jest podły, los okrutny, a ludzie wredni. Nie ma miejsca na zrozumienie czy współczucie; tylko złośliwość, dokuczanie i okropny śmiech z cudzej tragedii. Chcę płakać, ale nie mogę, łzy są oznaką słabości, a ja nie mogę być słaba. Jeśli nie będę odważna wśród innych oni to zauważą i wykorzystają przeciwko mnie. Muszę zatem udawać; uśmiechać się pogardliwie, odzywać złośliwym tonem na najmniejszą zaczepkę – udawać, że jestem silna. I mieć nadzieję, że nikt nie zauważy jak w środku pęka mi serce…

Zamierzam wylewać tu chwile słabości, których nigdy nie miałam z kim dzielić, a jeśli nie wyrzucę tego z siebie to chyba oszaleję…Nie chcę swoimi wpisami nikogo dołować ani nie oczekuję od nikogo litości czy też współczucia. Piszę dla siebie i w sumie tyle. Jeśli jednak zaciekawią Cię moje wpisy, zapraszam.

Nie będę się za bardzo rozpisywać o sobie, chciałabym zostać anonimowa. Mieszkam w Polsce, chodzę do szkoły. Jestem nieśmiała i zamknięta w sobie, nie potrafię mówić o uczuciach. Za wszelką cenę staram się być odważna, aby nie wyjść na „sierotę” wśród znajomych. Lubię spokojną atmosferę, ciemne ubrania i długi sen.

Na razie to by było na tyle, zapraszam do przeglądania bloga i kontaktu. Lilynette.